Czas WBREW
Pracownik może dostać więcej. Pracodawca może mu to dać, nie wydając dodatkowo ani złotówki.
Ochrona · sprzątanie · transport · budowlanka · opieka · produkcja żywności · gastronomia.
Wszędzie tam, gdzie doba nie chce się zmieścić w ośmiu godzinach.
Skąd to się bierze
Nikt nie zakładał firmy po to, żeby główkować, jak rozpisać jednego człowieka na ćwierć etatu i trzy zlecenia. Narosło samo, przetarg po przetargu, aż zrobiło się normą — o której najgłośniej rozprawiają ci, którzy w przetargach nie startują. Kto kiedykolwiek składał ofertę, wie, że między pierwszym a drugim miejscem stoją grosze przy roboczogodzinie. Więc się schodzi, bo inaczej trzeba zwinąć firmę i rozesłać ludzi do domu.
Kodeks pracy pisano pół wieku temu, kiedy nikt nie pytał o koszty zatrudnienia. Warta trwa dobę, karetka nie kończy dyżuru o siedemnastej, a sprzątanie biurowca zaczyna się wtedy, kiedy wszyscy inni wychodzą.
Nie pytamy, czy robisz to dobrze. Pytamy o rzecz, o którą zwykle nikt nie pyta: co musiałoby się stać, żebyś mógł z tego wyjść i nie stracić przy tym firmy.
Na czym to stoi
Do tej pory rachunek wychodził wszędzie tak samo i zawsze bezlitośnie. Wrócić do kodeksowych umów znaczyło dopłacić do każdego człowieka tyle, że nikt przy zdrowych zmysłach się na to nie porywał. Legalność była jak nowy samochód: wszyscy wiedzą, że lepszy, tylko trzeba mieć z czego.
Nasz model odwraca ten rachunek.
Paradoks
Każde inne rozwiązanie opłaca się tym bardziej, im mniej masz etatów.
Nasze — tym bardziej, im więcej.
Reguły, na których stoimy, pisano dla pracowników na umowie o pracę, a nie dla zleceniobiorców. Kodeksowa umowa przestaje przygniatać. Nadal kosztuje — tylko już nie tyle, żeby przegrać przetarg.
Ryzyko
Ryzyka, że inspektor uzna kontrakt za umowę o pracę, nie da się ubezpieczyć. Ubezpieczysz koszty sporu — nie ubezpieczysz wyniku.
U nas benefit wynika z układu zbiorowego, czyli z dokumentu, który się zgłasza Ministerstwu, a nie z konstrukcji, którą się chowa. To nie polisa. To jedyne, co w tej sytuacji działa jak polisa: papier, który leży w ministerstwie, zanim ktokolwiek zapyta.
Co się zmienia
Z każdej złotówki, którą firma na niego wydaje, więcej wpływa do jego kieszeni. Sam decyduje, kiedy bierze więcej godzin, a kiedy odpuszcza, i to on wycenia swój wieczór, nie grafik na ścianie. Zostaje przy tym na kodeksowej umowie, ze stażem, urlopem i zdolnością kredytową, których żadne zlecenie mu nie załatwi.
Przestajesz przegrywać na groszach z kimś, kto „optymalizuje” po staremu — Tobie obniża się podstawa wymiaru składek, a razem z nią całkowity koszt pracodawcy. Reszta bez zmian: ta sama umowa, ten sam człowiek, ten sam zakres. Grafik wreszcie układa się pod dzisiejszą pracę, a nie pod tę sprzed pięćdziesięciu lat, kiedy obowiązywało, że czy się stało, czy leżało, zawsze coś się należało. No i ludzie zostają — nie z sentymentu, tylko dlatego, że odejście przestaje im się kalkulować, a taka lojalność trzyma dłużej niż wdzięczność.
Kto za tym stoi
Czas WBREW nie powstał na weekendowym hackathonie. Wyrósł z dwóch organizacji, które w Wielkopolsce od lat siadają po przeciwnych stronach tego samego stołu — związku zawodowego i reprezentatywnej organizacji pracodawców.
W tym układzie Czas WBREW jest operatorem, który bierze ryzyko na siebie — i z tego tytułu bierze wynagrodzenie.
Byliśmy przy niejednej negocjacji układu i przy niejednej kontroli, więc wiemy, jak to wygląda z obu stron drzwi — i z każdej strony stołu. Bierzemy się za to teraz, bo czasy, w których uczciwe zatrudnianie było najdroższym z możliwych wyborów, właśnie się kończą — dyrektywa o pracy platformowej i to, co po niej przyjdzie, dopilnują tego bez naszego udziału. Zostaje pytanie, czy branża wejdzie w to przygotowana, czy dowie się o wszystkim w trakcie.
Kontakt
Również z tymi, którzy są przekonani, że akurat u nich się nie da. Ruszamy z niewieloma, bo na pierwszy rok tylu nas starczy, i wolimy uprzedzić o tym teraz, niż tłumaczyć się później.
Zostaw kontakt, odezwiemy się w ciągu tygodnia.
Wolisz napisać wprost? kontakt@czaswbrew.pl